Jak zdezorganizowany styl przywiązania wpływa na relacje

2026-08-18

Wyobraź sobie sytuację: partner wraca po porannej mocnej wymianie zdań między Wami, siada obok i mówi spokojnie: „Nie chcę się kłócić. Porozmawiajmy o tym, co się stało”. Przez kilka ostatnich godzin właśnie na to czekałaś. Wracałaś myślami do Waszej rozmowy, zastanawiałaś się, czy przesadziłaś, czy jest na Ciebie zły, czy może tym razem naprawdę ma już dość. Chciałaś, żeby przyszedł, przytulił Cię, powiedział, że między Wami wszystko jest w porządku. A jednak teraz, kiedy siedzi obok, czujesz napięcie w ciele, jego obecność zaczyna Cię drażnić, pytania brzmią jak nacisk, a gdzieś w środku pojawia się silna potrzeba, żeby się odsunąć. „Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Zostaw mnie” – odpowiadasz. Zdezorganizowany styl przywiązania może sprawić, że właśnie taki moment – długo wyczekiwane zbliżenie po konflikcie – zamiast samej ulgi przyniesie również napięcie.

Jak trudno byłoby Ci w takiej chwili odpowiedzieć na pozornie proste pytanie: czego właściwie potrzebujesz? Żeby został? Żeby odszedł? Żeby był blisko, ale nie za blisko? Możliwe, że odpowiedź brzmiałaby: wszystkiego naraz. Z jednej strony jego oddalenie uruchamia lęk przed utratą relacji, z drugiej – kiedy naprawdę się zbliża, reagujesz tak, jakby również bliskość nie była całkiem bezpieczna. I właśnie ten konflikt jest jednym z najważniejszych doświadczeń, kiedy mówimy o zdezorganizowanej więzi.

konflikt

Kiedy nie ma bezpiecznego rozwiązania

W poprzednim artykule o stylach przywiązania pisałam ogólnie o tym, jak budujemy bliskie relacje w dorosłości w oparciu o nasze najwcześniejsze doświadczenia. W kolejnych przybliżałam styl unikowy i lękowy. W tym artykule przyglądamy się bliżej kolejnemu – jak przejawia się styl zdezorganizowany. W stylu lękowym częściej uruchamia się alarm i potrzeba potwierdzania więzi, w unikowym częściej uruchamia się dystans. Stwierdzenie, że styl zdezorganizowany to połączenie stylu lękowego i unikowego jest kuszące, jednak niewystarczające – tutaj raczej brak jest jednej przewidywalnej strategii radzenia sobie z zagrożeniem w bliskiej relacji.

W gabinecie spotykam osoby, które bardzo chcą stworzyć bliską i stabilną relację, a jednocześnie właśnie wtedy, kiedy ktoś staje się dla nich naprawdę ważny, zaczynają odczuwać trudne do zrozumienia napięcie. „Kiedy się oddala, chcę, żeby wrócił, ale kiedy jest blisko, mam ochotę uciec” – to zdanie dobrze oddaje istotę tego doświadczenia. W zdezorganizowanym stylu żadna z tych strategii nie daje trwałego poczucia bezpieczeństwa. Ktoś porusza się między „zostań” a „odejdź”, choć sam często nie rozumie, dlaczego reaguje w tak sprzeczny sposób. Nie chodzi przy tym o celowe „przyciąganie i odpychanie” partnera, ale o sytuację, w której potrzeba więzi i potrzeba ochrony uruchamiają się wobec tej samej osoby.

zdezorganizowany styl przywiązania

Skąd ten zdezorganizowany styl?

Żeby zrozumieć, skąd może brać się taki konflikt, wróćmy do dzieciństwa. Kiedy małe dziecko się boi, naturalnie szuka opiekuna – jego głosu, twarzy, dotyku i obecności. Co jednak się dzieje, gdy ten sam dorosły raz przytula i uspokaja, a innym razem krzyczy, zawstydza, wycofuje się emocjonalnie albo reaguje w sposób trudny do przewidzenia? Dziecko nadal potrzebuje bliskości, ale stopniowo uczy się, że w tej bliskości trzeba również zachować czujność. Nie oznacza to, że u podstaw zdezorganizowanego przywiązania zawsze musi znajdować się przemoc lub traumatyczne doświadczenie. Dezorganizacja przywiązania nie jest sama w sobie dowodem krzywdzenia dziecka, a prowadzić do niej mogą różne ścieżki rozwojowe. Wspólnym mianownikiem bywa raczej sytuacja, w której osoba mająca przynosić ukojenie staje się jednocześnie źródłem alarmu albo nie jest dostępna w sposób, który pozwala ten alarm wygasić.

Czasem źródłem takiego doświadczenia jest rzeczywiście przemoc fizyczna lub emocjonalna, poważne zaniedbanie, uzależnienie rodzica czy bycie świadkiem przemocy między dorosłymi. Innym razem obraz jest znacznie mniej oczywisty: opiekun może sam mierzyć się z konsekwencjami własnej traumy, straty albo silnego lęku i w trudnych momentach stawać się przestraszony, emocjonalnie nieobecny, wycofany albo nadmiernie kontrolujący. Może kochać dziecko, a jednocześnie nie potrafić regulować własnych emocji, i wówczas to dziecko zaczyna uspokajać rodzica, przewidywać jego reakcje rezygnując przy tym z własnych potrzeb. Nie istnieje więc jeden „typ rodzica” ani jedno doświadczenie, które prowadzi do zdezorganizowanego przywiązania – znaczenie ma cały kontekst relacji i to, czy dorosły potrafi dostrzegać stan dziecka i pomagać mu wracać do poczucia bezpieczeństwa.

Czasem ktoś mówi: „Miałam dobre dzieciństwo i kochających rodziców”, a zaraz potem pojawiają się historie z codzienności: że trzeba było stale „wyczuwać” nastrój mamy albo taty, patrzeć na ich twarz, żeby wiedzieć, czy można podejść, czy lepiej się wycofać. Albo że jako dziecko trzeba było pocieszać rodzica, kiedy sam nie radził sobie z emocjami. Miłość i niepewność istniały w tej samej relacji. Dziecko mogło dostawać dużo czułości, a jednocześnie nie miało pewności, jaka będzie reakcja dorosłego, gdy będzie przestraszone, zezłoszczone czy smutne. Z takich powtarzających się sytuacji może pozostać głęboko utrwalone poczucie: „Potrzebuję Cię, ale nie wiem, czy przy Tobie naprawdę mogę czuć się bezpiecznie”. 

Warto też uważać na jeszcze jedno uproszczenie: trauma rodzica nie oznacza, że u dziecka automatycznie rozwinie się styl zdezorganizowany. To szczególnie ważne, gdy patrzymy na przywiązanie z perspektywy międzypokoleniowej. Pomiędzy doświadczeniem rodzica a rozwojem dziecka znajduje się wiele innych czynników: sposób, w jaki dorosły przepracował własną historię, jego zdolność do refleksji nad emocjami, dostępne wsparcie, aktualne obciążenia oraz codzienna jakość kontaktu z dzieckiem. Trudna przeszłość nie musi więc zostać powtórzona w kolejnym pokoleniu. Dla rozwoju przywiązania istotne jest nie tylko to, co wydarzyło się rodzicowi, lecz także to, co dzieje się między rodzicem a dzieckiem teraz.

relacje

Jednocześnie „zostań” i „odejdź”

Poniższa historia pokazuje, dlaczego warto uważać na przekonanie, że osoba ze zdezorganizowanym stylem przywiązania po prostu „wybiera niewłaściwych partnerów” albo „boi się zdrowej miłości”. Historia Natalii łączy doświadczenia różnych osób, z którymi spotykam się w gabinecie, nie opisuje więc jednej konkretnej osoby.

Natalia przyszła na terapię, ponieważ nie rozumiała, dlaczego kolejne relacje zaczynają wyglądać podobnie: bardzo tęskniła za bliskością, ale kiedy naprawdę ją otrzymywała, zaczynała się wycofywać. Obecnego partnera opisywała jako spokojnego, troskliwego i przewidywalnego, a mimo to im bardziej angażował się w związek, tym częściej pojawiały się u niej myśli: „Może jednak go nie kocham”, „Może do siebie nie pasujemy”, „Chyba potrzebuję więcej przestrzeni”. Kiedy jednak partner rzeczywiście się oddalał, Natalia zaczynała intensywnie analizować jego zachowanie, obawiała się rozstania i szukała potwierdzenia, że nadal mu zależy. Po konflikcie potrafiła bardzo potrzebować rozmowy, a kiedy partner siadał obok i próbował ją rozpocząć, czuła narastające napięcie i chciała zostać sama. Później sama nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego odsunęła człowieka, którego obecności jeszcze chwilę wcześniej tak bardzo potrzebowała.

Zdezorganizowany styl przywiązania może wyglądać właśnie w ten sposób: nie jak brak potrzeby więzi, lecz jak trudność w odnalezieniu bezpieczeństwa zarówno w bliskości, jak i w oddaleniu.

W toku rozmów zaczęłyśmy przyglądać się nie tylko temu, co Natalia myśli o swoim związku, ale również temu, kiedy dokładnie jej reakcje się zmieniają. Największy niepokój pojawiał się często w momentach większego zaangażowania: po szczególnie bliskiej rozmowie, deklaracji partnera, planowaniu wspólnej przyszłości albo wtedy, gdy sama musiała przyznać, że go potrzebuje. Najpierw pojawiało się napięcie w ciele, później drażliwość, a dopiero potem myśli podważające sens związku. Z kolei perspektywa utraty relacji uruchamiała lęk, tęsknotę i silną potrzebę odzyskania kontaktu. To rozróżnienie pozwoliło Natalii stopniowo przestać traktować każdą zmianę emocji jako dowód na to, że „coś jest nie tak ze związkiem”. Zaczęła zauważać, że część jej reakcji może należeć do wcześniej wyuczonego sposobu chronienia się w relacji, który uruchamia się szybciej niż świadoma ocena sytuacji.

W przypadku zdezorganizowanego stylu przywiązania rozpoznawanie momentu przejścia od potrzeby kontaktu do reakcji obronnej jest jednym z ważniejszych elementów pracy terapeutycznej.

Stabilna relacja może początkowo uruchamiać niepokój, jeśli bezpieczna i przewidywalna bliskość jest czymś mało znanym, ale równie ważne jest sprawdzanie tego, co dzieje się tu i teraz. Jeśli partner stosuje przemoc, manipuluje, wielokrotnie znika, zdradza albo grozi odejściem, lęk i czujność mogą być adekwatną odpowiedzią na realną sytuację, a nie przejawem stylu przywiązania. Nie chodzi o ignorowanie własnego alarmu, lecz o coraz lepsze rozumienie, co go uruchamia. To pozwala zauważyć, dlaczego czasem spokojny gest partnera przynosi ulgę, a innym razem podobna bliskość wywołuje napięcie.

emdr

To nie zaburzenie osobowości

W tym miejscu warto zrobić ważne rozróżnienie, bo czasem przy opisach zdezorganizowanego stylu przywiązania pojawia się pytanie: „Czy to nie jest borderline?”. Niektóre doświadczenia mogą wyglądać podobnie – silny lęk przed opuszczeniem, trudność w uspokojeniu emocji czy przechodzenie od „zostań ze mną” do „daj mi spokój”. Nie oznacza to jednak, że osoba ze zdezorganizowanym stylem przywiązania ma zaburzenie osobowości. Badania (np. metaanaliza z 2020r.) pokazują, że niepewne wzorce przywiązania częściej występują u osób z cechami określanymi jako borderline, ale jedno nie jest tym samym co drugie, a związek między tymi zjawiskami nie pozwala na stawianie diagnozy na podstawie stylu przywiązania.

Najprościej można powiedzieć, że styl przywiązania opisuje przede wszystkim to, co dzieje się z nami w ważnych, bliskich relacjach – jak reagujemy na bliskość, oddalenie, zależność czy ryzyko utraty drugiej osoby. Zaburzenie osobowości dotyczy znacznie szerszego sposobu funkcjonowania i wpływa między innymi na przeżywanie siebie, emocji oraz różnych relacji i sytuacji życiowych. Osoba ze zdezorganizowanym stylem przywiązania może więc przeżywać w związku silne „zostań – odejdź”, a jednocześnie mieć stabilny obraz siebie, dobre relacje z przyjaciółmi, dobrze funkcjonować zawodowo i nie spełniać kryteriów zaburzenia osobowości. Warto też wiedzieć, że najnowsza klasyfikacja chorób i problemów zdrowotnych ICD-11 nie traktuje już „borderline” jako osobnego typu zaburzenia osobowości w taki sposób, jak robiły to starsze klasyfikacje – obecnie kluczowa jest ocena nasilenia trudności, choć nadal można dodatkowo zaznaczyć obecność charakterystycznych cech borderline. 

*Szerzej o borderline z perspektywy traumy przeczytasz w artykule „Nie „zaburzony”, a „zraniony” – nowe spojrzenie na borderline”.

reakcje

Czy rozpoznajesz w tym siebie?

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów, co się z Tobą dzieje, kiedy ktoś staje się dla Ciebie naprawdę ważny.

  • Czy tęsknisz za bliskością, a kiedy ją dostajesz, pojawia się napięcie albo potrzeba odsunięcia się?
  • Czy po konflikcie boisz się, że druga osoba odejdzie, a jednocześnie trudno Ci przyjąć jej próbę kontaktu?
  • A może zdarza Ci się intensywnie przeżywać relację, po czym nagle myśleć: „Już nic nie czuję”, „Może wcale go nie kocham”, „Lepiej będzie odejść”?
  • Jak reagujesz na spokojną, przewidywalną bliskość – czy daje Ci ukojenie, czy czasami właśnie wtedy zaczynasz szukać powodów, dla których relacja może się nie udać?

Pojedyncza reakcja nie oznacza oczywiście, że masz zdezorganizowany styl przywiązania. Ważniejsze jest to, czy podobny schemat powtarza się w ważnych relacjach i czy powoduje cierpienie albo sprawia, że trudno Ci zbudować taką bliskość, jakiej naprawdę potrzebujesz.

Zastanów się przez chwilę: „Przed czym próbuję się ochronić właśnie wtedy, kiedy najbardziej zależy mi na drugiej osobie?”. Przy zdezorganizowanym wzorcu przywiązania reakcje, które dzisiaj utrudniają relację mogły pomagać kiedyś, gdy bliskość nie była przewidywalna. To nie oznacza, że każdą trudność w obecnym związku trzeba tłumaczyć dzieciństwem ani że zawsze należy pozostawać w relacji, która budzi niepokój. Czasem alarm informuje nas o czymś ważnym, co rzeczywiście dzieje się teraz. Dlatego istotne jest stopniowe uczenie się rozróżniania, kiedy reagujesz na obecną sytuację, a kiedy aktywuje się znany z przeszłości sposób ochrony.

medytacja3

Czy zdezorganizowany styl przywiązania można zmienić?

Tak. Wczesne doświadczenia mają znaczenie, ale nie przesądzają o tym, jak będziemy tworzyć relacje przez całe życie – wpływają na nas również późniejsze więzi i doświadczenia. Badania Fraley i Roisman pokazują, że wzorce przywiązania mogą zmieniać się w ciągu życia, a doświadczenia z dzieciństwa nie determinują tego, jak będziemy funkcjonować jako dorośli.

W terapii nie chodzi więc o to, żeby „pozbyć się” zdezorganizowanego stylu przywiązania, lecz żeby coraz wcześniej zauważać własne reakcje i mieć więcej możliwości wyboru, zanim automatycznie pojawi się „zostań”, „odejdź” albo emocjonalne odcięcie. Sama relacja terapeutyczna może być częścią tego procesu – doświadczeniem, że można być blisko drugiego człowieka, mieć inne zdanie, zezłościć się czy potrzebować dystansu, a relacja nadal pozostaje bezpieczna. Badania Levy i in. nad psychoterapią pokazują, że wzrost poczucia bezpieczeństwa w czasie terapii wiąże się z lepszymi jej efektami.

W zależności od Twojej historii i potrzeb pracujemy nad regulacją układu nerwowego i rozpoznawaniem sygnałów płynących z ciała, nad przekonaniami dotyczącymi siebie i innych oraz nad doświadczeniami z przeszłości, które nadal silnie uruchamiają się w obecnych relacjach. Pomocne mogą być tutaj między innymi terapia EMDR oraz  metoda Somatic Experiencing, a przede wszystkim bezpieczna, przewidywalna relacja terapeutyczna i tempo pracy dopasowane do konkretnej osoby.

zmiana

Wróć na chwilę do sytuacji z początku tego artykułu. Partner siada obok Ciebie i mówi: „Porozmawiajmy”. Być może dawniej jedynymi dostępnymi odpowiedziami były „zostań” albo „odejdź” – czasem pojawiające się niemal jednocześnie. Zmiana może zacząć się subtelnie: od zauważenia „teraz się boję”, „teraz chcę Cię odepchnąć, chociaż jesteś dla mnie ważny”, „potrzebuję chwili dla siebie, ale nie chcę kończyć tej relacji”. Z czasem między impulsem a reakcją pojawia się więcej przestrzeni i  możliwości sprawdzenia, czego naprawdę potrzebujesz i czy bliska Ci osoba rzeczywiście jest dla Ciebie bezpieczna. Bezpieczniejsze przywiązanie nie oznacza, że nigdy nie potrzebujemy dystansu ani że nie boimy się utraty bliskiej osoby. Oznacza raczej, że bliskość i bezpieczeństwo nie wywołują wewnętrznego konfliktu i nie trzeba między nimi wybierać.

Blisko. Zostań. Odejdź. Jak zdezorganizowany styl przywiązania wpływa na relacje?
Wszyscy potrzebujemy bezpiecznej przystani, do której możemy wrócić, i bezpiecznej bazy, z której możemy mierzyć się z życiem.

- Sue Johnson -