2026-06-15
Kiedy słyszysz hasło „unikowy styl przywiązania”, być może niemal automatycznie masz przed oczami mężczyznę, który wycofuje się z relacji, boi się zaangażowania, potrzebuje coraz więcej przestrzeni i nie potrafi rozmawiać o uczuciach. Kobieta, częściej opisywana jako lękowa, próbuje go zrozumieć, analizuje każde jego zachowanie i zastanawia się, co mogłaby zrobić inaczej. Ten obraz tak mocno zakorzenił się w mediach społecznościowych i popularnych artykułach, że rzadko go kwestionujemy.
Rzeczywiście, w gabinecie spotykam mężczyzn, którzy rozpoznają u siebie taki sposób funkcjonowania. Jednak coraz częściej spotykam również mężczyzn, którzy opowiadają o ważnych dla siebie relacjach, w których odczuwają bezradność lub samotność, oraz o narastającym w nich przekonaniu, że być może to oni są „zbyt emocjonalni”, „zbyt wymagający” albo po prostu oczekują od relacji czegoś, czego nie da się otrzymać.
To właśnie te rozmowy skłoniły mnie do napisania tego artykułu, bo unikowy styl przywiązania nie ma płci. Kobiety również mogą unikać bliskości, i – podobnie jak mężczyźni – nie robią tego (zazwyczaj) z braku miłości czy złej woli. Nie oznacza to jednak, że ich zachowania nie ranią partnerów. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozwija się unikowy styl przywiązania, i dlaczego jego zrozumienie może być początkiem zmiany.
Historia kobiety, którą za chwilę przeczytasz, jest historią przykładową. Powstała na podstawie doświadczeń z pracy terapeutycznej z kobietami i mężczyznami mierzącymi się z podobnymi trudnościami.
Nazwijmy ją Malwiną…
Być może czytając tę historię, widzisz kogoś ze swojego otoczenia.
A może… widzisz siebie. Może zdarza Ci się wycofywać, gdy relacja zaczyna stawać się naprawdę ważna? Może trudno jest Ci mówić o tym, co czujesz, prosić o wsparcie albo być blisko fizycznie? Być może po konflikcie dystansujesz się i milczysz, a rozmowy o wspólnej przyszłości, większym zaangażowaniu czy zobowiązaniach wywołują w Tobie trudne do nazwania napięcie? Może czasem wtedy myślisz: „tak już mam”, „po prostu potrzebuję więcej przestrzeni”, „związki nie są dla mnie najważniejsze”. Potrzeba samotności sama w sobie nie jest objawem unikowego stylu przywiązania. Różnica polega na tym, że w unikowym stylu przywiązania potrzeba dystansu pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy relacja zaczyna dotykać czegoś naprawdę ważnego – bliskości, zależności, konfliktu czy emocjonalnej otwartości.
ochrona
Jak uczymy się relacji?
Jeżeli czytałeś poprzedni artykuł o stylach przywiązania, wiesz zapewne, że sposób, w jaki budujemy bliskie relacje w dorosłości kształtuje się stopniowo – przede wszystkim w pierwszych relacjach z osobami, od których byliśmy całkowicie zależni. To właśnie wtedy uczymy się, czy można ufać innym, czy nasze emocje są ważne i co się dzieje, gdy potrzebujemy wsparcia. W tym artykule przyjrzymy się bliżej jednemu z nich – unikowemu.
Wyobraź sobie kilkuletnie dziecko, które przychodzi do rodzica z czymś bardzo dla siebie ważnym. Jest przestraszone, smutne albo po prostu potrzebuje się przytulić. Nie oczekuje idealnych słów ani gotowych rozwiązań. Potrzebuje przede wszystkim, aby ktoś zauważył jego emocje, spróbował je zrozumieć i pomógł mu odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
Nie zawsze jednak tak się dzieje. Czasami rodzic odpowiada: „nic się nie stało”, „nie przesadzaj”, „przestań płakać”. Innym razem nie odrzuca dziecka wprost, ale jest emocjonalnie nieobecny – słucha tylko jednym uchem, szybko zmienia temat, jest pochłonięty pracą, telefonem albo własnymi trudnościami. Bywa również, że reaguje irytacją, gdy dziecko potrzebuje więcej uwagi, zawstydza je za okazywanie emocji albo wysyła komunikat, że „złość jest zła”, „nie wolno się mazać” czy „nie rób problemu z byle czego”. Zdarza się też, że rodzic bardzo kocha swoje dziecko, ale sam żyje w przewlekłym stresie, zmaga się z depresją, doświadczeniami traumatycznymi lub nigdy nie nauczył się bezpiecznie okazywać bliskości. W efekcie nie potrafi dać dziecku tego, czego sam kiedyś nie otrzymał.
Dla kilkuletniego dziecka nie jest to informacja o rodzicu. Ono nie myśli: „mama jest dziś zmęczona” albo „tata nie umie rozmawiać o emocjach”. Znacznie częściej, zupełnie nieświadomie, dochodzi do wniosku: „muszę poradzić sobie sam”, „lepiej nie pokazywać, że czegoś potrzebuję”, „nie warto zawracać innym głowy”. Wówczas układ nerwowy stopniowo uczy się, że bezpieczniej jest nie uruchamiać systemu przywiązania. Z czasem dziecko coraz rzadziej wyciąga rękę po pomoc, coraz ostrożniej pokazuje swoje emocje i coraz bardziej polega wyłącznie na sobie. Potrzeba bliskości nie znika. Zostaje jedynie odsunięta na dalszy plan, ponieważ organizm nauczył się, że bezpieczniej jest jej nie uruchamiać. To właśnie z takich, często niepozornych doświadczeń, powtarzających się przez lata, może stopniowo rozwijać się unikowy styl przywiązania.
To, że osoby z unikowym stylem przywiązania wycofują się z bliskości, nie oznacza, że przestają jej potrzebować. Badania pokazują, że znacznie częściej próbują poradzić sobie z napięciem, odsuwając od siebie to, co je wywołuje (to tzw. strategie dezaktywacyjne). Zamiast mówić o swoich emocjach, skupiają się na zadaniach, pracy czy obowiązkach. Zamiast szukać wsparcia, próbują poradzić sobie samodzielnie. Często odruchowo przekonują samych siebie, że „to nic takiego”, „nie potrzebuję tego” albo „lepiej po prostu o tym nie myśleć”. Z perspektywy układu nerwowego jest to wyuczony w dzieciństwie sposób na szybkie obniżenie napięcia. Problem polega na tym, że w dorosłym życiu ten sam mechanizm może utrudniać budowanie bliskich i satysfakcjonujących relacji (Uccula i in., 2022).
Podobny mechanizm może rozwinąć się też w okresie dorastania lub w dorosłości. Doświadczenia traumatyczne, jak np. przemoc, zdrada, porzucenie czy przewlekłe odrzucenie, mogą sprawić, że bliskość zaczyna kojarzyć się z cierpieniem, wówczas organizm będzie próbował chronić się przed nią w jedyny znany sobie sposób – tworząc bezpieczny dystans.
O unikaniu w gabinecie
Unikanie bliskości nie kończy się w momencie przekroczenia progu gabinetu terapeutycznego. Bardzo często pojawia się również podczas terapii – tylko w znacznie subtelniejszej formie. Nie polega już na odsuwaniu partnera, ale na odsuwaniu się od własnych emocji, wspomnień czy doświadczeń. Wiele osób uważa, że kiedy zrozumie już mechanizm swojego funkcjonowania, zmiana stanie się znacznie łatwiejsza. Świadomość jest niezwykle ważna, jednak w praktyce to często dopiero początek.
Tak było również z Malwiną…
Zmiana tematu, analizowanie zamiast przeżywania czy odsuwanie się od trudnych wspomnień nie były oznaką braku motywacji do terapii. Były sposobem, w jaki jej układ nerwowy od lat chronił ją przed czymś, co kiedyś było zbyt trudne do udźwignięcia.
To bardzo ważny moment w pracy terapeutycznej z osobami mającymi unikowy styl przywiązania. Łatwo pomyśleć, że pacjent nie chce współpracować, unika odpowiedzi albo świadomie omija trudne tematy. Tymczasem najczęściej nie jest to świadoma decyzja. To automatyczna reakcja organizmu, która przez wiele lat pomagała przetrwać. Problem polega na tym, że ta sama strategia, która kiedyś chroniła przed cierpieniem, w dorosłym życiu zaczyna oddalać od tego, czego najbardziej się pragnie – bezpiecznej i bliskiej relacji z drugim człowiekiem.
Dlatego terapia nie polega na przełamywaniu oporu ani przekonywaniu, że „trzeba bardziej się otworzyć”. Gdyby wystarczyła sama wiedza, Malwina prawdopodobnie nie potrzebowałaby pomocy. Pierwszym krokiem jest stworzenie takiej relacji terapeutycznej, w której układ nerwowy stopniowo zaczyna doświadczać bezpieczeństwa. To właśnie ono pozwala na chwilę zatrzymać automatyczne strategie unikania i z ciekawością przyjrzeć się temu, co do tej pory pozostawało poza świadomością.
Dopiero na takim fundamencie możliwa staje się głębsza praca. W zależności od historii i potrzeb danej osoby może ona obejmować przetwarzanie doświadczeń traumatycznych, zmianę utrwalonych przekonań o sobie i innych, naukę regulacji układu nerwowego oraz stopniowe budowanie nowych doświadczeń bliskości. Celem nie jest nauczenie się okazywania emocji „na siłę”, ale sprawienie, aby organizm przestał odbierać bliskość jako zagrożenie. Kiedy to się dzieje, zmiana przestaje być jedynie świadomą decyzją, a zaczyna stawać się nowym sposobem przeżywania relacji.
relacje
Unikowy styl przywiązania w dorosłych relacjach
Paradoksalnie osoby mające unikowy styl przywiązania bardzo często nie postrzegają siebie jako unikających bliskości. Znacznie częściej powiedzą o sobie, że są samodzielne, niezależne albo po prostu potrzebują więcej przestrzeni niż inni. Sama potrzeba autonomii jest jak najbardziej czymś zdrowym. Każdy z nas potrzebuje czasu tylko dla siebie, własnych zainteresowań, czy możliwości podejmowania samodzielnych decyzji. Trudność pojawia się wtedy, gdy dystans staje się jedynym sposobem regulowania napięcia w relacji. Jeżeli każda trudniejsza rozmowa, konflikt albo większa bliskość uruchamia potrzebę odsunięcia się od partnera, warto zadać sobie pytanie, czy nie jest to już strategia ochronna, a nie świadomy wybór.
Można to zaobserwować wówczas, gdy relacja zaczyna dotykać ważnych obszarów – wspólnej przyszłości, emocji, konfliktów, czy większej bliskości – i nagle coś się zmienia. Relacja zaczyna być jak fala… przypływ… odpływ… bliżej… dalej… Odpowiedzi stają się krótsze, pojawia się większa potrzeba dystansu, rozmowy są odkładane na później a spotkania stają się rzadsze. Dla partnera osoby unikowej może to być trudne, ponieważ często nie wie, co właściwie się wydarzyło. W jednej chwili wszystko wydaje się w porządku by po chwili pojawiała się jakby niewidzialna ściana.
Co ważne, osoba mająca unikowy styl przywiązania najczęściej nie robi tego świadomie. Z jej perspektywy nie wygląda to jak odrzucanie. Znacznie częściej jest to trudne do nazwania poczucie przeciążenia, potrzeba złapania oddechu albo przekonanie, że najpierw musi poradzić sobie sam/a ze swoimi emocjami. Jednak partner nie ma dostępu do tego, co dzieje się w jej wnętrzu. Widzi jedynie wycofanie i zaczyna szukać wyjaśnień.
Czy mam styl unikowy?
Nie chciałabym, aby po przeczytaniu tego artykuł Twoją główną myślą było: „Mam unikowy styl przywiązania” albo „Na pewno mnie to nie dotyczy”. Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona niż etykiety, które czasami próbujemy sobie nadać.
Może zacznij od zadania sobie kilku pytań:
- Czy zdarza mi się wycofywać najczęściej wtedy, gdy relacja zaczyna stawać się naprawdę ważna?
- Czy łatwiej jest mi samodzielnie radzić sobie z trudnymi emocjami, niż powiedzieć o nich komuś bliskiemu?
- Jak reaguję, kiedy partner lub partnerka proponuje mi pomoc albo próbuje otoczyć mnie troską? Czy potrafię ją po prostu przyjąć, czy raczej automatycznie odpowiadam: „poradzę sobie”?
- Co dzieje się ze mną po konflikcie? Czy pierwszym moim odruchem jest szukanie kontaktu i rozmowy, czy raczej potrzeba odsunięcia się albo zajęcia czymś innym?
- Czy pamiętam sytuacje, w których ktoś próbował być blisko mnie, a ja – choć nie miałem/am takiego zamiaru – odpowiedziałem/am dystansem, zmianą tematu albo potrzebą pobycia w samotności?
- Czy zauważam, że kiedy mój partner/partnerka chce być bliżej, to czuję dyskomfort i moje ciało się napina?
- Czy w moim życiu powtarza się podobny schemat relacji? Taki, w którym coraz trudniej jest mi być naprawdę blisko, mimo że druga osoba jest dla mnie ważna?
Jeżeli w tym artykule rozpoznałeś(-aś) fragment swojej historii, potraktuj to raczej jako zaproszenie do lepszego poznania siebie niż próbę postawienia sobie diagnozy. Styl przywiązania nie mówi, kim jesteś. Pokazuje, czego nauczyły Cię doświadczenia z bliskimi osobami i jak wpłynęły na Twoje budowanie relacji dzisiaj.
Na koniec zapraszam Cię, abyś spojrzał/spojrzała na siebie z ciekawością, nie z oceną. Niezależnie od tego, jaki styl przywiązania jest Ci najbliższy, pamiętaj, że nie jesteś sumą swoich mechanizmów ochronnych. Są one jedynie świadectwem tego, jak Twoje wcześniejsze doświadczenia nauczyły Cię chronić siebie i szukać bezpieczeństwa.
A zatem, zatrzymaj się na chwilę, i pomyśl…..
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, być może właśnie teraz jest dobry moment, abyś zaczął/zaczęła zdobywać nowe doświadczenia. Takie, w których bliskość nie musi już oznaczać zagrożenia, ale może stopniowo stawać się źródłem bezpieczeństwa i wsparcia.
Emocje nie są problemem. Problemem jest to, że zbyt często musieliśmy przeżywać je samotnie
- Susan David -
