2025-12-15
W spotkaniu z drugą osobą często, zanim pojawi się jakiekolwiek słowo, pierwsze mówi ciało – poprzez sposób w jaki ktoś oddycha, poprzez napięcie barków, kierunek lub „zawieszenie” spojrzenia. To jedna z ważnych dla mnie kwestii z kolejnego etapu szkolenia Somatic Experiencing (SE): trauma nie jest historią, lecz ruchem, a właściwie jego brakiem. Poniżej więcej ważnych dla mnie wniosków z ostatniego modułu.
ruch
1. Trauma często jest tam, gdzie nie ma ruchu
Podczas szkolenia wielokrotnie obserwowałam, jak ciało „pokazuje” miejsce zamrożenia — subtelne zatrzymanie szyi, brak podążania oczami, punkt, w którym energia nie może pójść dalej. Czasem to odczucie pustki, np. w żołądku, który w dzieciństwie często czekał na jedzenie ale też na obecność innych. Innym razem to ledwie uchwytne napięcie w klatce piersiowej albo w gardle — takie, które nie boli, ale konsekwentnie nie pozwala zrobić pełnego wdechu ani wypowiedzieć tego, co kiedyś zostało zatrzymane.
W SE uważnie obserwujemy ciało, gdyż często tam, gdzie nie ma ruchu, zatrzymana jest reakcja obronna — fragment niedokończonej walki, zatrzymanego kroku w ucieczce, wstrzymanego oddechu.
Kiedy powoli pojawiają się mikro-ruchy — skręt głowy, impuls do odepchnięcia, głębszy wdech — często pojawia się też spontaniczne drżenie, ciepło, lekkość. Tak, jakby ciało mówiło: „Wreszcie mogę dokończyć to, co kiedyś zostało przerwane”.
2. Kiedy odchodzi lęk
Lęk odchodzi, gdy ktoś pozwala sobie poczuć, że zrobił to, co było właściwe.
To zdanie poruszyło mnie szczególnie. Bo często widzę to w praktyce. Lęk, który nie mija, nie dlatego, że wydarzyło się coś strasznego, ale dlatego, że w ciele nadal mieszka poczucie „nie zrobiłam wystarczająco”, „mogłem zareagować inaczej”, „to była moja wina”.
To jedna z ważnych przemian: po raz pierwszy poczuć „zrobiłem, co mogłem”, wówczas układ nerwowy dostaje sygnał, że może się wycofać z ciągłej mobilizacji. Gdy ciało poczuje, że jego reakcja była adekwatna na tamtą chwilę — lęk zaczyna odpuszczać. Nie przez analizę. Nie przez tłumaczenie. Przez doświadczenie.
3. Oddech i jego rytm
Doświadczanie jakiekolwiek aktywacji wpływa na rytm oddechu. W SE oddech nie jest narzędziem, którym „sterujemy”. Oddech jest barometrem, który pokazuje, w którą stronę idzie ciało.
W spotkaniu z drugą osobą wielokrotnie obserwuję momenty, w których sam fakt przywołania minimalnego impulsu aktywacji natychmiast zmienia rytm oddychania,
- przy mobilizacji oddech staje się szybszy i płytszy,
- przy powrocie do orientacji pojawia się naturalny wydech,
- przy zbliżaniu się do reakcji przeciążenia oddech potrafi zanikać, zawieszać się, „znikać z ciała”.
Patrzę na oddech, jak na rozmowę między różnymi trybami pracy układu nerwowego — tym, który zamraża i wycofuje, tym, który mobilizuje do działania, i tym, który pozwala poczuć się bezpiecznie i być w kontakcie z innymi. Oddech pokazuje, który z tych trybów aktualnie prowadzi. I często to wystarczy, aby wiedzieć, gdzie zacząć proces terapii.
oddech
4. Intencja dotyku
To dla mnie jedna z najbardziej subtelnych lekcji. Dotyk nie działa dlatego, że jest dotykiem. Dotyk działa dlatego, że niesie w sobie określoną intencję,
- intencję wsparcia, a nie kontroli,
- obecności, a nie naprawiania,
- dostrojenia, a nie prowadzenia na siłę.
Kiedy terapeuta dotyka z intencją „jestem tu, by cię regulować”, ciało pacjenta może się bronić wzrostem napięcia, wstrzymaniem oddechu lub subtelnym wycofaniem, jakby próbowało odzyskać kontrolę i ochronić własne granice. Kiedy dotyk niesie przekaz: „jestem tu, widzę, czuję, co się w Tobie dzieje”, układ nerwowy często mięknie, jakby nagle rozpoznawał coś znajomego — kontakt, który nie zagraża. To intencja sprawia, że ciało otwiera się na kontakt, lub pozostaje w czujnym dystansie.
Dotyk w SE tworzy koherencję, czyli przywraca harmonijny rytm między oddechem, sercem a napięciem mięśniowym.
5. O „transformacji” traumy
Traumy nie „usuwamy”. Nie „uzdrawiamy”. Nie „cofamy”. Traumę transformujemy.
Transformacja oznacza, że ciało odzyskuje ruch tam, gdzie go zabrakło, że reakcje obronne mogą zostać dokończone, że energia zamrożona kiedyś w bezradności teraz może zamienić się w sprawczość.
Transformacja dzieje się w mikro-doświadczeniach, które układ nerwowy rozpoznaje jako nowe, inne, bezpieczne. Prawdziwa zmiana zachodzi powoli: w ciele, w rytmie, w sposobie, w jaki ktoś zaczyna „czuć siebie” na nowo.
6. Praca z oczami - o przywróceniu orientacji
Oczy są jednym z najczulszych wskaźników tego, czy układ nerwowy jest w kontakcie z teraźniejszością, czy utknął w reakcji obronnej. Zatrzymane spojrzenie, trudność w podążaniu za ruchem, nagłe „zawieszenie” wzroku — często wskazują dokładnie to miejsce, w którym doświadczenie zostało przerwane.
Kiedy pracujemy z oczami bardzo delikatnie, bez pośpiechu, przywracając możliwość orientacji i śledzenia, ciało dostaje sygnał, że może znów rozglądać się bez zagrożenia. Często to właśnie w tym momencie pojawia się spontaniczny wydech, poruszenie szyi, łzy, które już nie zalewają a domykają reakcję. Praca z oczami nie polega na prowokowaniu wspomnień, ale na odtwarzaniu zdolności do bycia obecnym i ciekawym świata. Zdolności, która w chwili traumy musiała zostać wyłączona.
7. O współpracy SE i EMDR
Ten moduł Somatic Experiencing szczególnie uświadomił mi, jak mogę uważnie łączyć techniki SE z terapią EMDR. SE uczy mnie cierpliwości wobec ciała – słuchania mikro-ruchów, pauz, sygnałów układu nerwowego, zanim jeszcze pojawi się historia. EMDR z kolei daje strukturę przetwarzania i pozwala doświadczeniu, które zostało już wystarczająco uregulowane i pomieszczone, przejść dalej – ku integracji i domknięciu.
W praktyce nie są to dla mnie dwa osobne światy. Często korzystając z technik SE przygotowujemy grunt: przywracamy orientację, regulujemy oddech, odbudowujemy poczucie bezpieczeństwa i kontakt z ciałem. Dopiero wtedy EMDR może uruchomić naturalny proces przetwarzania, bez zalewania, bez retraumatyzacji, z większym zaufaniem do sygnałów somatycznych. Zdarza się też odwrotnie – że po sesji EMDR wracamy do SE, by pomóc ciału zintegrować to, co się poruszyło.
W tej integracji najważniejsze nie są techniki, lecz tempo i gotowość Twojego układu nerwowego. Nie chodzi o to, by „zrobić proces”, ale by pozwolić Twoim doświadczeniom naprawdę się zmienić – w pamięci, w ciele i w relacji z samym sobą.
Gdy ciało odzyskuje możliwość wyboru, przeszłość przestaje rządzić teraźniejszością.
* Zdjęcie na górze przedstawia motyw kintsugi – japońskiej sztuki naprawiania ceramiki złotem. Nie chodzi o ukrycie pęknięć, lecz o nadanie im nowego sensu, o integrację doświadczenia w sposób, który wzmacnia całość. Podobnie postrzegam terapię traumy.
