EMDR zaburzenia odżywiania

2025-10-28

Zaburzenia odżywiania to temat coraz częściej poruszany w gabinecie, zwłaszcza przez kobiety. Mężczyzn z tą trudnością jakoś nie spotykam – ciekawe… Być może kierują się do dietetyków, trenerów personalnych, a może inaczej radzą sobie z napięciem. Kobiety natomiast często próbują wszystkiego: diet, planów treningowych, aplikacji do liczenia kalorii, suplementów, postów i „detoksów”. Każda z tych prób jest – w istocie – poszukiwaniem sposobu, by odzyskać kontrolę. Nad ciałem, emocjami, życiem.

Gdy przychodzą do mnie na terapię, często są już po kilku nieudanych podejściach. Zazwyczaj takich, które koncentrowały się głównie na objawach: na tym, co widać – na jedzeniu, wadze, zachowaniach. Rzadko jednak na tym, co dzieje się pod spodem: na doświadczeniach zapisanych w ciele, na wstydzie, na nieobecności, na niezaspokojonych lub unieważnionych potrzebach.

Za każdym objawem stoi historia. Za kontrolą – lęk. Za kompulsją – samotność. Za wstydem – brak akceptacji, który często trwa od dzieciństwa. I właśnie tam, w tym ukrytym świecie emocji i doświadczeń, zaczyna się prawdziwa opowieść o zaburzeniach odżywiania…

historia

Więcej niż problem z wagą

Ważne jest dla mnie podkreślenie, że ten artykuł dotyczy zaburzeń odżywiania w rozumieniu diagnostycznym – takich jak anoreksja, bulimia, zaburzenie z napadami objadania się (BED) czy inne postacie zaburzeń odżywiania wymienione w klasyfikacjach ICD-11 i DSM-5.
To nie są wyłącznie „problemy z jedzeniem” czy „trudności ze schudnięciem”. To poważne zaburzenia psychiczne, które mają swoje podłoże emocjonalne, poznawcze i somatyczne, i wymagają całościowej pomocy – często psychoterapii, czasem również wsparcia medycznego i dietetycznego.

Ważne jest, by odróżnić zaburzenia odżywiania od trudności o charakterze czysto metabolicznym lub hormonalnym. Choroby tarczycy, insulinooporność, czy zaburzenia endokrynologiczne mogą wpływać na masę ciała, apetyt i poziom energii. Uwzględniając przyczyny fizjologiczne, możemy spojrzeć głębiej – w stronę emocji, relacji i doświadczeń, które tworzą więź z jedzeniem.

Bo zaburzenia odżywiania to nie tylko kwestia tego, co jesz. Kluczowe pytania brzmią: W jakich momentach to zaburzenie się aktywuje? Co to jedzenie/nie jedzenie Tobie daje? Co wtedy dzieje się w Twoim ciele, emocjach, myślach? Kiedy nauczyłaś/nauczyłeś się chronić siebie w ten sposób?

Nie można uleczyć objawu, nie dotykając historii, która go stworzyła. Terapie skupione wyłącznie na zachowaniach – na kontrolowaniu jedzenia, planowaniu posiłków, walce z kompulsją – często omijają to, co w rzeczywistości domaga się uwagi: emocjonalny ból, wstyd, odrzucenie, samotność, brak poczucia wpływu. Objaw znika tylko wtedy, gdy ciało i psychika poczują się bezpiecznie, a to wymaga pracy z przeszłością – nie po to, by w niej ugrzęznąć, lecz by zrozumieć, co tak bardzo bolało, że niezbędne było stworzenie mechanizmu ochronnego.

Terapia zaburzeń odżywiania jest więc nie tyle nauką jedzenia, ile procesem odzyskiwania siebie. Bez dotknięcia emocjonalnych źródeł objawu – bez zobaczenia tej części, która wciąż czeka na ukojenie – żadna technika nie przyniesie trwałej zmiany.

Skala problemu

Zaburzenia odżywiania stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań związanych ze zdrowiem. Według przeglądu badań Worldwide prevalence of DSM-5 eating disorders among young people, 2022 dotyczą one od 5,5 do 17,9% młodych kobiet oraz od 0,6 do 2,4% młodych mężczyzn. Mężczyźni często ukrywają swoje trudności pod pozorem „dbania o formę” czy „treningu sylwetkowego”, podczas gdy w rzeczywistości towarzyszy im podobne napięcie emocjonalne, często współwystępujące z traumą, lękiem i doświadczeniem chronicznego wstydu wobec własnego ciała.

Za zaburzeniami odżywiania kryją się ludzkie historie – mężczyźni, którzy w dzieciństwie uczyli się, że ich emocje i potrzeby nie są ważne. Kobiety, które zbyt wcześnie musiały dorosnąć. Osoby, które do dziś mają w sobie część dziecka, które nigdy nie mogło być naprawdę sobą.

zaburzenia odżywiania

Nie chodzi o jedzenie

Często kobiety, z którymi mam przyjemność pracować terapeutycznie, powtarzają to samo zdanie: „Nie wiem, dlaczego to robię.” To „nie wiem” może dotyczyć nocnych napadów jedzenia, odczucia blokady w żołądku przed posiłkiem, kompulsywnego zjadania bardzo dużych ilości jedzenia w krótkim czasie albo przeciwnie – całkowitego braku apetytu. Zdarza się, że towarzyszy temu zaskoczenie i wstyd – jakby to robił ktoś inny, jakby ciało działało poza świadomością. 

Zaburzenia odżywiania są więc nie tyle problemem z jedzeniem, ile komunikatem o tym, co się w danej osobie wydarza. Stają się formą samoregulacji – sposobem na utrzymanie równowagi tam, gdzie relacje, środowisko czy przeszłość tej równowagi nie zapewniały. Mogą mieć wiele funkcji: pomagają „przełykać” emocje, które trudno nazwać; wypełniają pustkę emocjonalną lub wręcz przeciwnie – pomagają jej nie czuć. Czasem stają się buntowniczym gestem wobec kontroli. Innym razem są nagrodą, ukojeniem, ciepłem, którego tak bardzo kiedyś zabrakło.

W każdym z tych przypadków objaw – choć bolesny i niezrozumiały – ma w sobie wewnętrzną logikę przetrwania. To strategia, która kiedyś pomogła poradzić sobie z trudnymi emocjami, samotnością czy poczuciem bezradności. Ciało pamięta te sposoby i powtarza je, nawet wtedy, gdy psychika chce już inaczej.

Z perspektywy terapii traumy i pracy z ciałem te zachowania można rozumieć jako język układu nerwowego, który próbuje się regulować. Kiedy brakuje bezpiecznego kontaktu z drugim człowiekiem, jedzenie – jego obecność lub brak – staje się substytutem więzi.

pustka

Wewnętrzny świat zaburzeń odżywiania

Zaburzenia odżywiania skrywają wielowarstwowy świat wewnętrzny. Na zewnątrz widzimy objawy – restrykcje, rytuały, kompulsje – ale pod nimi kryją się warstwy ochronne, które rozwijały się latami. Każda z nich chroni przed bólem, który kiedyś był nie do zniesienia.

W tym świecie często żyją różne części, np.:

    • ta, która musiała szybko dorosnąć, buntująca się, chcąca robić rzeczy po swojemu
      („dlaczego mam sobie zabraniać?!”)
    • bezbronna, zagubiona, poszukująca uwagi, szukająca sposobu na bycie zauważoną
      („muszę być chora aby być wysłuchaną”)
    • część krytyczna, osądzająca, stale porównująca do innych
      („jestem jakaś nienormalna, że nie potrafię nad sobą panować”)
    • część mocno zraniona w dzieciństwie, „obudowuje się” ciałem by nie zostać znów zranioną lub nie je aby kogoś zagrażającego znów do siebie nie przyciągnąć
      („nie wiem, nie czuję, nie pamiętam”)
    • część odrzucona, która patrząc w lustro, widzi nie siebie, ale dawny, wstydliwy obraz z przeszłości
      („nie chcę znowu być tą dziewczyną”).

Kiedy te części żyją osobno, bez kontaktu ze sobą, pojawia się odczucie wewnętrznego chaosu – jakby we wnętrzu istniały różne „ja”, które nie potrafią ze sobą rozmawiać. To właśnie wtedy pojawia się dysocjacja – subtelne rozdzielenie między ciałem, emocjami i świadomością.

Jednocześnie warto pamiętać, że nie każda osoba z zaburzeniami odżywiania doświadcza dysocjacji. U niektórych źródłem trudności są raczej powtarzające się doświadczenia emocjonalnego braku – wychowanie pełne napięcia, nadmiernej kontroli, chłodu lub okazywania miłości przez jedzenie lub jego ograniczanie. Takie sytuacje nie doprowadziły do rozdzielenia psychiki i ciała, ale zbudowały podwaliny pod zaburzoną relację z jedzeniem w dorosłości.

zaburzenia odżywiania

Dysocjacja – ciało, które odłącza się, by przetrwać

Dysocjacja to sposób, w jaki psychika i ciało radzą sobie z czymś, co kiedyś było zbyt trudne, by to w pełni przeżyć. To naturalny sposób ochrony – ciało i psychika rozdzielają doświadczenie, aby przetrwać, gdy emocje są zbyt silne

W praktyce może to wyglądać bardzo różnie. Być może ktoś jako dziecko czekał w nocy na rodzica, który wracał z pracy. Razem jedli późną kolację – to był ich cichy rytuał bliskości, i jedyny. Ten ktoś, po latach, już jako dorosły, budzi się w środku nocy i wędruje do lodówki. Nie z głodu, ale z potrzeby, której nie umie nazwać, potrzeby wypełnienia pustki po dawnej bliskości. I rano może nie pamiętać, że taka nocna wędrówka miała miejsce.

A może ktoś był dzieckiem, które rodzice często zapominali nakarmić. I pamięta z tamtych lat życia burczący brzuch i samotność. I w dorosłości ma stałe odczucie głodu i lęku przed jego powrotem, i kompulsywnie zjada wszystko, co ma w zasięgu ręki, nie potrafiąc się zatrzymać.

Albo ktoś dorastał w domu, w którym jedzenie było formą kontroli: „nie dostaniesz deseru, dopóki nie posprzątasz pokoju”, „nie zasłużyłaś, więc dziś bez kolacji”. Dla takiego dziecka każdy posiłek staje się komunikatem – o kontroli, o miłości, o karze, o byciu widzianym lub odrzuconym. Po latach dorosła osoba może jeść w ukryciu, szybko i nerwowo, jakby wciąż bała się, że ktoś jej to zabierze. Może też się buntować, nawet wobec samej siebie – w jednej chwili planując diety i treningi, a chwilę później mówiąc samej sobie: a czemu mam sobie zabraniać?!

Dysocjacja nie jest wrogiem – to sposób, w jaki organizm chronił, kiedy nie było innej opcji. Warto pamiętać, że w pracy z dysocjacją nie chodzi o to, by zintegrować wszystkie części w jedno, „spójne ja”, lecz o to, by umożliwić im porozumienie, współpracę i zrozumienie siebie nawzajem. Każda z tych części powstała po coś – by chronić, przetrwać, poradzić sobie. Terapia nie ma ich „usunąć”, ale pomóc im się usłyszeć. Dopiero wtedy można poczuć wewnętrzną zgodę – poprzez dialog i współczucie.

przetrwać

Jedzenie jako język więzi

Jedzenie nigdy nie jest tylko jedzeniem. Dla wielu osób staje się sposobem na regulowanie emocji i budowanie (lub zastępowanie) więzi. W pracy somatycznej mówi się, że relacja z jedzeniem jest jak lustro – odbija najwcześniejsze doświadczenia przywiązania.

To właśnie przez karmienie dziecko poznaje świat: ktoś je widzi, karmi, reaguje na jego płacz, przytula. To pierwsze doświadczenie bycia ważnym, zauważonym, nakarmionym nie tylko mlekiem, ale też obecnością. Jeśli jednak w tej relacji pojawiał się lęk, napięcie lub chłód – ciało zapamiętuje to równie dobrze, jak smak dzieciństwa.

Zbyt kontrolujący rodzic może nauczyć dziecko, że jedzenie to pole walki o władzę – „nie odejdziesz od stołu dopóki wszystkiego nie zjesz”, „nie grymaś”, „musisz”. Emocjonalnie nieobecny opiekun zostawia w ciele pustkę, którą trudno wypełnić. W obu przypadkach jedzenie staje się regulatorem emocji – narzędziem przetrwania, które ma chronić przed rozpaczą, samotnością, czy lękiem, ale z czasem zaczyna ranić. Można próbować kontrolować ciało, by nie czuć chaosu w środku, lub wypełniać je nadmiarem, by choć przez chwilę poczuć ulgę.

Dlatego też w terapii często okazuje się, że to nie głód fizyczny domaga się zaspokojenia, lecz głód bezpiecznej relacji – z samą sobą i z innymi. Odbudowa więzi z ciałem staje się więc powrotem do pierwotnego doświadczenia: być widzianą, słyszaną, nakarmioną z troską, a nie z lękiem.

relacja

Terapeutyczna mapa powrotu do równowagi

W terapii traumy nie chodzi o to, by od razu wchodzić w przeszłość. Zanim dotkniemy tego, co najbardziej bolesne, trzeba nauczyć system nerwowy wracać do równowagi. To proces stopniowy, powoli, z łagodnością i wyrozumiałością.

Zaczynamy od stabilizacji – budowania zasobów i poczucia bezpieczeństwa. Pomagamy Twojemu ciału pozostać tu i teraz. Celem tego etapu jest stworzenie wewnętrznego poczucia, że możesz doświadczać emocji, i nie tonąć w nich.

Dopiero później, gdy system jest wystarczająco uregulowany, delikatnie dotykamy tego, co ukryte głębiej – sieci wspomnień traumatycznych, które przechowują nie tylko obrazy i myśli, lecz także odczucia w ciele: napięcie mięśni, wstrzymany oddech, ucisk w klatce piersiowej. W terapii EMDR mówi się, że w trakcie przetwarzania te ślady „odklejają się” od wspomnień – ciało wreszcie może dokończyć reakcję, której kiedyś nie mogło wyrazić.

Kiedy to nastąpi, relacja z jedzeniem także się zmienia. Przestaje być polem walki o kontrolę, a staje się jednym z kanałów życia – sposobem na kontakt ze sobą, na doświadczanie smaku, ciepła, bliskości i obecności.

Chcieć dla siebie dobrze....

Jedzenie może stać się gestem troski wtedy, gdy nie służy już kontroli, ucieczce ani karze, ale staje się sposobem, by być ze sobą w kontakcie. Nie chodzi o to, co jesz, ani nawet ile — ale jak. O to, że przez chwilę się zatrzymujesz, czujesz zapach, smak, temperaturę. Że zauważasz siebie przy stole.

To moment, w którym zamiast „muszę zjeść zdrowo” pojawia się „chcę zadbać o siebie”.
Zamiast „zjadłam za dużo, znowu zawiodłam” – pojawia się „moje ciało dziś czegoś potrzebowało”. To powrót do relacji z ciałem opartej na życzliwości, ciekawości i szacunku – takiej, jakiej kiedyś być może zabrakło ze strony innych.

W ten sposób jedzenie staje się nie tylko codzienną czynnością, ale praktyką bliskości – z własnym ciałem, emocjami i życiem.

58104283-0eea-44b0-887e-33094af8a9a1
Ciało zawsze pamięta to, czego umysł nie potrafi wyrazić.

- Pat Ogden -